Znajdź nas na Google Plus Znajdź nas na Facebook
Mapa strony Kontakt

UWOLNIJ SIĘ
Profesjonalnie leczymy uzależnienia

Bezpłatny punkt konsultacyjny

tel: 12 281 08 59 | 505 251 858

Wybierz odpowiedni turnus dla Twojego problemu: Uzależnienie od leków lekomania Uzależnienie od leków  lekomania Uzależnienie od alkoholu Uzależnienie od alkoholu Uzależnienie od hazardu Uzależnienie od hazardu Uzależnienie od narkotyków Uzależnienie od narkotyków Motywacja i diagnoza Informacje Motywacja i diagnoza Informacje
Versusmed | Ośrodek terapii uzależnień w tym leczenia alkoholizmu

Dla profesjonalistów

Terapia par w placówce leczenia alkoholizmu cz.2 2015-02-09 22:36

 

 W klasycznym i najbardziej ortodoksyjnym ujęciu terapię par rozumie się i postrzega jako taki rodzaj oddziaływań, który obejmuje wspólną pracę partnerów, prowadzoną pod kierunkiem równie „wspólnego” psychoterapeuty. Jednocześnie wychodzi się zasadniczo z założenia, iż powinien to być jedyny w danym momencie proces terapeutyczny, jakiemu podlegają partnerzy. Część profesjonalistów uważa, iż jakiekolwiek odstępstwa od tej organizacyjnej struktury są niedopuszczalne, część zaś otwarta jest i stosuje, w ramach terapii pary, indywidualne spotkania z jednym, lub obojgiem partnerów. Interwencje tego typu stosowane są zwykle incydentalnie, w odpowiedzi na realną i niewątpliwie ocenioną przez terapeutę jako istotną, potrzebę „przepracowania” (na różnych poziomach) określonych, indywidualnych problemów partnerów, poza obszarem wspólnej pracy pary. W przypadkach, w których okazują się one problemami wymagającymi dłuższych i głębszych oddziaływań terapeutycznych, zwykle podejmowana jest decyzja o przerwaniu lub zawieszeniu wspólnej pracy pary do czasu, w którym jeden z partnerów, lub oboje uporają się z własnymi „demonami”.

Niewielu terapeutów decyduje się na łączenie pracy wspólnej, równolegle z indywidualnym kontaktem terapeutycznym z jednym, lub obojgiem partnerów. Podejście to uzasadnia się istnieniem potencjalnych zagrożeń, związanych z możliwością wystąpienia relacji przeniesieniowych w kontakcie indywidualnym, co mogłyby wtórnie zaburzać proces wspólnej pracy pary z terapeutą. Jednocześnie wielu z nas doświadcza licznych wątpliwości analizując możliwość pracy z parą w sytuacji, w której jeden z partnerów lub oboje, równolegle pracują z innym terapeutą indywidualnie. Obawiamy się zarówno samej dywersyfikacji procesu terapeutycznego, swoistej utraty kontroli nad nim, jak i ewentualnych dysonansów, które mogą pojawić się w kierunkach pracy - naszym i kolegi prowadzącego partnerów indywidualnie. Wspominam w tym miejscu o częstych, poważnych dylematach „nieodwykowego” psychoterapeuty pracującego z parą zupełnie nieprzypadkowo. Nasza zawodowa rzeczywistość bowiem - i tym razem mam na myśli właśnie psychoterapeutów z obszaru lecznictwa odwykowego - obfitować będzie w podobnego kalibru rozterki. Niezależnie od tego czy, jako placówka, posiadamy ofertę dla par, czy pracujemy wyłącznie indywidualnie z partnerem, który pozostaje w związku.

Za punkt wyjścia dalszych rozważań musimy przyjąć jednak optykę, która zakłada, że w pracy z Pacjentami placówek leczenia uzależnień i współuzależnienia spotykać się będziemy z wyzwaniami sugerującymi sensowność podjęcia (poza terapią indywidualną) wspólnej pracy pary i terapeuty w obszarze relacji „związkowych”. Daleka jestem od formułowania postulatów zakładających konieczność włączenia tego typu oddziaływań jako standard w placówce odwykowej. Nie wolno nam jednak zamykać oczu na fakt, iż w określonych przypadkach poważne problemy w związkach naszych Pacjentów wymagać będą zgoła niestandardowych oddziaływań. Jak wspominałam w poprzednim artykule, na dzień dzisiejszy powszechnie stosowaną, i niestety często jedyną formą pomocy oferowanej parze, w której jeden z partnerów jest uzależniony, są pojedyncze sesje, realizowane zwykle w momencie, w którym kończy on podstawowy etap terapii. W niektórych placówkach dopuszcza się również możliwość przeprowadzenia kolejnej, równie epizodycznej sesji na dalszym etapie leczenia. Oczywistym jest, iż tego typu interwencje spełniają głownie funkcję informacyjną, poradniczą, ewentualnie - stosowane na późniejszym etapie terapii - koncentrują się zasadniczo na zidentyfikowaniu i urealnieniu wzajemnych oczekiwań oraz wypracowaniu podstawowych metod ich realizacji. Bez wątpienia są pomocne, a nawet zupełnie wystarczające dla znacznej części par. Nie dla wszystkich jednak.

 

Wychodząc na przeciw tym, dla których informacja, klaryfikowanie i urealnianie oczekiwań oraz ustalenie podstawowych zasad wyznaczających bycie razem w nowej sytuacji to zbyt mało, nieliczne placówki włączają do swojej oferty krótkoterminową (8-10 sesji) terapię par. Na szczególną uwagę zasługuje w tym miejscu fakt, iż dopuszcza się tu równoległość procesów terapeutycznych - indywidualnego partnerów i wspólnego pary. Terapia skoncentrowana jest jednak wokół określonych, poniekąd uniwersalnych w swoim zasięgu tematów/problemów, które - jak pokazuje rzeczywistość - nie zawsze obejmują najbardziej destrukcyjne deficyty i trudności, z jakimi boryka się konkretna para. Nie bez znaczenia jest tu również mocno ograniczony zakres czasowy wspólnej pracy pary z terapeutą. Pojawia się więc w tym miejscu pytanie: co jesteśmy w stanie lub moglibyśmy zaoferować w naszych placówkach parom, których sytuacja jest na tyle mocno złożona, że jednorazowe sesje, a nawet krótkoterminowy, mocno ustrukturyzowany proces terapeutyczny to za mało ? Starym zwyczajem moglibyśmy skonstatować sytuację naszym słynnym już hasłem „ten problem to na później”, ale jak wspomniałam wcześniej - w wielu przypadkach to dość niefrasobliwa i niebezpieczna reakcja na poważne wyzwanie, a przede wszystkim na realne zagrożenie. Skazywanie Pacjentów na funkcjonowanie w mocno zdestabilizowanym związku, który jednak ciągle jeszcze jest dla nich ważny, przez okres co najmniej półtora roku do dwóch lat (tyle średnio trwa pełna terapia uzależnienia) stwarza warunki do pogłębiania istniejących i generowania nowych problemów, a także do swoistego sabotowania indywidualnego procesu zdrowienia partnerów.


Dobrą ilustracją tego problemu jest tu przypadek pary, z którą w placówce zetknęliśmy się całkiem niedawno. Kobieta, po ukończonej dużo wcześniej terapii współuzależnienia; mężczyzna - w chwili zgłoszenia problemów w związku - drugie podejście do leczenia, na etapie pogłębionym terapii uzależnienia. Z gruntownego wywiadu jednoznacznie wynikało, iż borykają się z poważnymi trudnościami we wzajemnych relacjach. Jednocześnie jednak dla obojga związek stanowił wartość, co potwierdzała historia ich walki o jego ratowanie i głębokie przywiązanie do siebie.
W trakcie pierwszej terapii partnera, którą przerwał on na etapie pogłębionym w związku z kilkumiesięcznym wyjazdem służbowym, oboje zgłaszali problemy we wzajemnych relacjach i chęć pracy nad nimi. Placówka zaoferowała cztery sesje, skoncentrowane na rozpoznaniu specyfiki problemów i opracowaniu strategii zaradczych. Oddziaływania okazały się jednak niewystarczające, w związku z czym zasugerowano parze, iż głębokość ich problemów pozostaje na takim poziomie, który wskazuje konieczność podjęcia leczenia w placówce oferującej terapię par. Jednocześnie obojgu zasugerowano skoncentrowanie się na własnych, indywidualnych procesach terapeutycznych, w czym także upatrywano szansy na poprawę wzajemnych relacji. W sposób „tradycyjny” moment podjęcia wspólnej pracy zalecono odłożyć na czas po zakończeniu pełnej terapii uzależnienia i współuzależnienia.
Para, mimo licznych wątpliwości, zastosowała się do zaleceń, „kontynuując” (każde osobno) temat problemów w związku w kontakcie indywidualnym. Zawiłość relacji, złożoność problemów oraz potężny komponent emocjonalny towarzyszący ich wspólnemu życiu sprawiał jednak, iż nie radzili sobie ze stosowaniem wypracowanych wspólnie z terapeutami indywidualnymi strategii służących budowaniu konstruktywnych zmian i transponowaniem ich na grunt wzajemnych relacji. Tym bardziej, iż ograniczony zakres czasowy wspólnej pracy, jaką odbyli w placówce, nie pozwolił nawet na precyzyjne rozpoznanie źródeł problemów. Szukając konsekwentnie ratunku i starając się jednocześnie stosować do zalecenia o niepodejmowaniu terapii par do czasu ukończenia indywidualnych procesów terapeutycznych - para zwracała się po pomoc do… trenerów rozwoju i bioenergoterapeutów. Warto w tym miejscu dodać, iż za każdym razem była to inicjatywa wspólna partnerów. Nie czas i miejsce, by opisywać jakich zadań podejmowali się oboje w trakcie tych pseudoterapii, dość powiedzieć, że było to potężnym wskaźnikiem określającym zarówno ciężar, z jakim się borykają, jak i ich ogromną motywację do zmiany.
Drugi raz pojawili się w placówce (innej) w związku z decyzją partnera o odbyciu pełnej psychoterapii pogłębionej uzależnienia, którą wcześniej, z przyczyn niezależnych, musiał przerwać. Partnerka zdecydowała się zaangażować w pracę grupy wsparcia dla współuzależnionych. Problem wzajemnych relacji i pogłębiającej się, mimo trzeźwienia partnera, destrukcji w związku pojawił się ponownie dość szybko.


Analiza dotychczasowych form pomocy, jaką otrzymała para oraz uzyskanych efektów, skłoniła do decyzji o podjęciu wspólnej pracy z terapeutą, w sytuacji w której równolegle każdy z partnerów pozostawał w indywidualnym procesie terapeutycznym. Nie bez znaczenia były tu obserwacje potwierdzające, iż problemy pary nie stanowią li tylko konsekwencji uzależnienia i współuzależnienia oraz ocena poziomu motywacji u obojga. Podstawę do podjęcia decyzji o tego typu organizacji pracy stanowił jednak przede wszystkim wniosek, iż poziom destrukcji w związku jest tak duży i nadal się pogłębia, że odłożenie po raz kolejny wspólnej terapii pary na „później” grozi poważnymi konsekwencjami. Para rozpoczęła pracę z dedykowanym do tego zadania psychoterapeutą, będącym członkiem zespołu placówki. W kontrakcie zaznaczono, iż dopuszcza się, a nawet zakłada współpracę oraz wymianę informacji między psychoterapeutami - prowadzącym parę i prowadzącymi partnerów indywidualnie. W kontraktach indywidualnych określono zakres i zasady udzielania informacji psychoterapeucie dedykowanemu parze.

W trakcie wspólnej pracy partnerów okazało się, że zdecydowana większość problemów związana była z faktem, iż zarówno mężczyzna, jak i kobieta wychowywali się w rodzinach z problemem uzależnienia. Rozpoznane trudności dotyczyły niezwykle wielu aspektów - od postrzegania ról, form ich realizowania, potrzeb frustrowanych w dzieciństwie i okresie adolescencji, wzajemnych oczekiwań, postrzegania praw i obowiązków, po usztywnione wzorce interpretowania wzajemnych zachowań i reakcji oraz model komunikacji. Uproszczeniem i nadinterpretacją byłoby stygmatyzowanie partnerów jako osób głęboko zaburzonych. Mimo trudnej biografii oboje zachowali spory potencjał zdrowia. Jasnym stało się natomiast, że głębokość i uporczywość trudności demonstrujących się na płaszczyźnie związku wynikały raczej z nagromadzenia wielu, niekoniecznie totalnych, deficytów. Jasnym stało się także, iż kolejnym, konstruktywnym etapem ich rozwoju i powrotu do równowagi będzie podjęcie terapii DDA.
Nie ulega jednak wątpliwości, że ustawienie kolejności pracy w izolowanym ciągu: terapia indywidualna - terapia pary - terapia DDA , czy terapia indywidualna - terapia DDA - terapia pary nie byłoby w tym akurat przypadku najlepszym rozwiązaniem. Niełatwa decyzja o podjęciu pracy dwoma równoległymi procesami terapeutycznymi (indywidualnym i wspólnym) związana była z obserwacją wskazującą jednoznacznie, iż natężenie problemów w relacji jest tak duże, poziom emocji zaś tak wysoki, że bez aktywnego wsparcia terapeuty w procesie wspólnej pracy nasi bohaterowie nie dotrwają razem ani do odkładanej „na później” terapii par, ani DDA. Raniąc się po drodze coraz mocniej i pogłębiając urazy. Aż do dramatycznego końca…

W sposób naturalny pojawia się w tym miejscu pytanie: w jaki sposób prowadzona była terapia tej pary ? Tym bardziej, że większość ich „relacyjnych” problemów związana była z osobistymi deficytami. W klasycznym bowiem ujęciu rozwiązania problemów w związku upatrywalibyśmy przede wszystkim w indywidualnym dojrzewaniu i zdrowieniu partnerów. Sugerowałoby to bezwzględne pierwszeństwo terapii indywidualnej obojga, przed terapią pary. „Na logikę” wszystko się zgadza, ale w życiu, w realiach naszych Pacjentów nie zawsze to proste wnioskowanie okazuje się najtrafniejsze. W opisywanym przypadku o wyborze takich, a nie innych metod i organizacji pracy zadecydowało pytanie o… cel. W kontekście indywidualnej sytuacji przedstawianej pary, ze szczególnym uwzględnieniem ich zdolności do pracy i silnej motywacji uznano, że celem zasadniczym będzie nie tyle doprowadzenie do pełnej, zdrowej rekonstrukcji związku, ile raczej pomoc w tym, by związek przetrwał (o to walczyli Pacjenci) i funkcjonował „póki co” z najniższym możliwym poziomem destrukcji, zyskując tym samym cenny czas, potrzebny do tego, by bez niepotrzebnych zniszczeń i ran pracować potem dalej nad wszystkim tym, co dogłębnej pracy wymagało, szczególnie zaś nad osobistymi deficytami.
W przypadku opisywanej przeze mnie pary kwestią zasadniczą okazało się bieżące, wnikliwe (a w związku z tym czasochłonne) analizowanie dynamiki ich relacji, identyfikowanie poszczególnych problemów, rozpoznawanie ich źródeł i żmudne poszukiwanie doraźnych strategii zaradczych oraz ich bieżąca korekta. Proces, w którym para uczyła się, z pomocą terapeuty, obserwować, nazywać i rozumieć to, co się dzieje w ich związku i z nimi okazał się „wystarczająco dobry”. Adekwatny do celu, któremu miał służyć.


Wbrew pozorom, wskazującym na wyłącznie poznawczo-behawioralny charakter wspólnej pracy (wiedza, rozumienie, strategie zaradcze, komunikacja), w jej tle pojawiały się także zupełnie inne wątki. Obserwować można było zarówno emocjonalne zanurzenia w bolesnych doświadczeniach dysfunkcyjnego dzieciństwa Pacjentów (których głębokość regulował psychoterapeuta), emocjonalne odreagowania, jak i sytuacje, w których Pacjenci zyskiwali doświadczenia korekcyjne. Możnaby nawet pokusić się o twierdzenie, że „zupełnie niechcący”, w procesie wspólnej pracy pary, dokonywały się delikatne procesy indywidualnego dojrzewania i zdrowienia partnerów. W tym miejscu nie chodzi mi jednak o samo opisywanie przebiegu pracy z parą, ile raczej o to, by wskazać, że warto otworzyć pole do refleksji nad tym, w jaki sposób i w jakim zakresie placówki leczenia uzależnień i współuzależnienia mogą otworzyć się na potrzeby par i uelastycznić ofertę w taki sposób, by odpowiadała ona różnym jak widać, ale uzasadnionym przecież ich potrzebom.
W opisywanym przeze mnie przypadku to właśnie ograniczenie oferty do pojedynczych sesji, a być może i swoisty lęk przed prowadzeniem równoległych procesów terapeutycznych wystarczyły, by narazić parę na poważne i niepotrzebne zagrożenia.
Jest oczywistym, że proces wzbogacania naszej oferty w odniesieniu do tak różnorodnych problemów i potrzeb par wymaga głębokiej refleksji i dyskusji (o celach, o kwalifikacji, o formach, o organizacji, o kwalifikacjach kadry itd.), nie znaczy to jednak, że z tego powodu nie warto ich podejmować. Możemy zaoferować więcej, niż oferujemy dzisiaj.

 

 

Powrót do spisu wiadomości

O firmie

Ośrodek Leczenia Uzależnień Kliniki Versusmed
jest jedną z nielicznych, prywatnych placówek, prowadzących leczenie alkoholizmu, patologicznego hazardu i lekomanii w sposób profesjonalny i zgodny ze standardami. Kadra Ośrodka posiada państwowe, najwyższe kwalifikacje, uprawniające do leczenia uzależnień. Nasza praca w sposób systematyczny konsultowana jest z superwizorem terapii uzależnień.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ

Aktualności

15.02.2015 Leczenie lekomanii w pigułce Podstawowe informacje na temat terapii uzależnienia od leków. Gdzie i jak leczy się lekomanię ? 

CZYTAJ WIĘCEJ

09.02.2015 Terapia par w ośrodku leczenia alkoholizmu cz.2 Druga część artykułu o wspólnej pracy z parą w ośrodkach leczenia alkoholizmu.

CZYTAJ WIĘCEJ

Kontakt

Zadzwoń lub napisz.
Wiemy czym jest uzależnienie.

tel: 12 281 08 59 lub 505 251 858
e-mail: biuro@versusmed.pl

OK, ukryj informację Ta strona używa plików cookies (więcej informacji)