Znajdź nas na Google Plus Znajdź nas na Facebook
Mapa strony Kontakt

UWOLNIJ SIĘ
Profesjonalnie leczymy uzależnienia

Bezpłatny punkt konsultacyjny

tel: 12 281 08 59 | 505 251 858

Wybierz odpowiedni turnus dla Twojego problemu: Uzależnienie od leków lekomania Uzależnienie od leków  lekomania Uzależnienie od alkoholu Uzależnienie od alkoholu Uzależnienie od hazardu Uzależnienie od hazardu Uzależnienie od narkotyków Uzależnienie od narkotyków Motywacja i diagnoza Informacje Motywacja i diagnoza Informacje
Versusmed | Ośrodek terapii uzależnień w tym leczenia alkoholizmu

Dla profesjonalistów

Terapia par w placówce leczenia alkoholizmu cz.1 2015-02-05 13:31

 

Niewątpliwie dla części środowiska związanego z leczeniem uzależnień temat artykułu nosi znamiona terapeutycznej herezji. W profesjonalną świadomość wielu z nas wdrukowano wyraźnie ograniczenie, demonstrujące się dość powszechnie poglądem, że placówka lecznictwa odwykowego nie powinna być miejscem, w którym oferuje się „Terapię par”. Nawet w sytuacji, w której uzależniony partner osiągnął już etap ustabilizowanej abstynencji, a problemy w związku są poważne. „Nie w tym miejscu i nie w tym czasie” - zwykliśmy często mawiać. Jednocześnie od dawna i w sposób niedyskutowalny, akceptujemy fakt, iż problem uzależnienia zasadniczo wpływa na relacje między partnerami: 

  • generując i utrwalając destrukcyjne postawy obu stron, - aktywne także po zahamowaniu czynnego uzależnienia
  • wprowadzając w życie partnerów urazowe doświadczenia, pozostawiające wyraźne ślady na płaszczyźnie przekonań i uczuć - aktywne także po zahamowaniu czynnego uzależnienia

Zdajemy sobie także sprawę z tego, że sytuacja wielu par, w których jeden z partnerów wyszedł z etapu czynnego uzależnienia, warunkowana jest ponadto destrukcyjnymi postawami i modelami relacji zupełnie niezwiązanymi z problemem uzależnienia.
Jednym słowem - jest dla nas jasne jak słońce, że sytuacja takiej pary jest co najmniej złożona.
Gdybyśmy chcieli pokusić się o jakąś pointę tego przydługiego wstępu, będącą jednocześnie krytyczną oceną naszej oferty - moglibyśmy niewątpliwie stwierdzić, że obserwujemy sytuację, w której pary doświadczające problemów nie otrzymują pomocy.
Większość placówek oferuje co prawda wsparcie w postaci jednej, czy dwóch sesji edukacyjno-interwencyjnych, ale niezwykle rzadko zdarza się, byśmy zapewniali parze borykającej się z problemem uzależnienia coś więcej. Mało tego - niejednokrotnie parom szukającym pomocy odradzamy wspólną pracę, sugerując autorytarnie odłożenie jej na czas „po ukończeniu pełnej terapii uzależnienia” lub/i „pełnej terapii współuzależnienia” .


Ortodoksyjni wyznawcy tej zasady twierdzą, iż jedyną, słuszną drogą prowadzącą do poprawy funkcjonowania związku i jego dojrzałej rekonstrukcji (lub równie dojrzałej dekonstrukcji) jest „droga dwóch etapów”, na której obowiązuje ścisła hierarchia podmiotów. Podmiotem etapu pierwszego jest zawsze i wyłącznie Ja, (uzależnione, czy współuzależnione), dopiero później zaś przychodzi czas i miejsce na My. Przysłowiowe już hasło „niech każde z Was zajmie się najpierw sobą” , jest klasycznym wyrazem tego typu optyki. Uznaliśmy dość powszechnie, że partnerzy w związku doświadczającym problemu uzależnienia i przez problem ten niewątpliwie naznaczeni - nie są w stanie podjąć jakiejkolwiek wspólnej pracy nad relacją aż do momentu zakończenia mitycznie już brzmiącej, indywidualnej „pracy nad sobą”. Ba ! Z dużą dozą pewności (ale czy refleksji ?) twierdzimy również, że praca taka byłaby szkodliwa.
I o ile pogląd ten ma niewątpliwe podstawy, wziąwszy pod uwagę kondycję partnera uzależnionego, szczególnie na początku jego drogi do zdrowienia, o tyle nie do końca jestem przekonana, czy nie wyznajemy go w sposób zbyt sztywny i totalny. Prawdę zaś mówiąc jestem przekonana, że stosujemy go w sposób zbyt sztywny i totalny :-)


Związek, jest dla naszych pacjentów jedną z najważniejszych płaszczyzn funkcjonowania - to ogromna, psychologiczna przestrzeń generująca doświadczenia, przekonania, uczucia. Przestrzeń stanowiąca zasadniczy element tego, co zwykliśmy nazywać „kontekstem w jakim funkcjonuje pacjent”. Jednocześnie zaś jest to obszar w sposób szczególnie głęboki dotknięty skutkami uzależnienia. I mam tu na myśli nie tylko to, co stało się Z każdym z partnerów, ale przede wszystkim to, co stało się MIĘDZY nimi. A stało się dużo. I stało się źle.
Jest jasne, że zarówno destrukcja w związku, jak i dotkliwość konsekwencji odczuwanych w momencie, w którym jeden z partnerów podjął leczenie odwykowe mają różne natężenie. Bywa więc, że mozolny proces zdrowienia związku przebiega bez skrajnych problemów, doświadczeń, wreszcie uczuć. Jest trudny, bo taki musi być, ale jest też w pewien sposób naturalny, nieniszczący wtórnie i głęboko. Bardzo często okazuje się w takich sytuacjach, że rzetelna, indywidualna praca partnera uzależnionego (dotykająca też przecież w pewnych momentach także kwestii „związkowych”) i równie rzetelna praca partnera współuzależnionego (niekoniecznie w kontakcie z terapeutą) wystarcza. Bywa jednak i tak, że charakterystyka psychologiczna partnerów, poziom doświadczonej destrukcji i natężenie konsekwencji demonstrujące się w okresie, który książkowo powinniśmy nazwać „zdrowieniem” tworzą iście wybuchową mieszankę. Wybuchową na tyle, by nie tylko stanowić czynnik owo „zdrowienie” hamujący, ale także by wtórnie pogłębiać problemy i niszczyć.
Zwykle są to sytuacje, w których wspólne życie pary warunkowane jest swoistym holdingiem destrukcyjnych elementów: problemami w określeniu ról, form i zakresu ich realizowania, mniej lub bardziej realistycznymi oczekiwaniami, postrzeganiem praw i obowiązków (szczególnie tych wynikających z faktu, że jeden z partnerów kiedyś był czynnie uzależniony, a dzisiaj zdrowieje, ale nie tylko), usztywnionymi przekonaniami na temat siebie nawzajem, wzorcem interpretowania wzajemnych reakcji i zachowań, wreszcie - zaburzonej z gruntu komunikacji, która jak na złość dokonywać się jeszcze musi w kontekście wielu intensywnych emocji towarzyszących parze na co dzień. Mamy więc dwoje ludzi, każde ze swoimi deficytami, poranionych doświadczeniem uzależnienia, mających poważne trudności w podstawowych obszarach funkcjonowania związku, doświadczających na co dzień wielu trudnych sytuacji, żyjących w klimacie intensywnych emocji, znajdujących się w nowej rzeczywistości i wreszcie - mających zasadnicze problemy w obszarze komunikacji. Taka jest ich codzienność na jednej z zasadniczych płaszczyzn funkcjonowania. 
Jednocześnie zaś, z różnych względów, tych dwoje ludzi decyduje się na wspólne życie, lub - inaczej rzecz ujmując - nie decyduje się na jego zakończenie.


I w tym miejscu na scenę wkraczamy my, profesjonaliści - bo nie może nas oczywiście w tym dramacie zabraknąć :-) Myślę, że na początku rozważań o naszej roli i o tym, co możemy oraz powinniśmy w naszych placówkach zaoferować parom warto zadać sobie pytanie: Czy w procesie terapii indywidualnej nie pomijamy z lekka, lub nie traktujemy po macoszemu tego, co dzieje się MIĘDZY partnerami ? Wierzę, że nie wszyscy, aczkolwiek część z nas ma pewne tendencje do swego rodzaju pacyfikowania pacjentów, którzy mniej lub bardziej śmiało deklarują problemy w związku, a czasem nawet chęć skupienia się na nich. Wtedy właśnie swoje pięć minut ma nasze słynne „zajmij się sobą”, „na terapię par pójdziesz, jak załatwisz swoje sprawy” , „dbaj przede wszystkim o swoje trzeźwienie”, „nie zajmuj się nim, skup się na tym czego Ty chcesz” :-D
Czasem można odnieść wrażenie, że w źle pojętym interesie pacjenta, koncentrując się do bólu i jedynie na tym jego problemie, który bezpośrednio konotuje z profilem palcówki (czyli uzależnieniu i współuzależnieniu) wyłączamy związek z obszaru pojęć „trzeźwienie”, „zdrowienie”, „Twoje potrzeby”, „to co dla Ciebie ważne” . Nawet wtedy, kiedy informacje uzyskane od pacjenta, a czasem wspomniane już jego własne deklaracje wskazują jednoznacznie na istnienie naprawdę poważnego problemu MIĘDZY partnerami. Problemu, który o ironio, nierozwiązywany, zwrotnie, negatywnie wpływa na proces wychodzenia tak z uzależnienia, jak i ze schematów destrukcyjnego przystosowania. Co jednak mamy do zaoferowania, jeżeli mimo wszystko, w jakikolwiek sposób doceniamy realność oraz powagę problemu i nie chcemy zostawić naszego pacjenta/pary samej sobie ? Opcja pierwsza, najbardziej nieszczęśliwa: „poczekaj aż skończysz swoją terapię (czyli średnio licząc jakieś półtora roku) - potem popracujecie nad związkiem”.
Opcja terapeuty, który w naiwności swojej i zadziwiającej zdolności do kawałkowania ludzkiego życia zakłada, że to co MIĘDZY partnerami należy i można odwiesić na przysłowiowy hak, aby czekało na swoją kolejkę i….. poczeka. Do tego spokojnie. Tak, ironizuję, ale jak inaczej odnieść się do „interwencji” sugerującej właściwie konieczność odcięcia się od zasadniczego obszaru funkcjonowania pacjenta, niezwykle ważnego dla niego, trudnego, codziennego i obfitującego w emocje ? I o ile to „odłożenie na półkę” ma niejednokrotnie uzasadnienie w stanie i sytuacji pacjenta (początek leczenia, aktualna kondycja psychiczna, występowanie realnych, poważniejszych zagrożeń dla abstynencji, dla dobrostanu pacjenta), o tyle stosowanie go niejako z automatu, pod sztandarem „uzależnienie przodem”, bez rzetelnej oceny sytuacji - i co najważniejsze - rozciąganie „zalecenia” na cały okres pełnej terapii uzależnienia, wydaje się być średnio profesjonalne. I średnio skojarzone z rzeczywistością pacjenta/pary.
Opcja druga, elastyczniejsza, ale często mało efektywna: popracujmy nad tym co MIĘDZY wami (parą) w kontakcie indywidualnym, czyli między nami :-D


To opcja często wybierana przez terapeutów, którzy wbrew starej szkole odwykowej, mają otwartość pozwalającą zająć się problemem w związku już w procesie terapii uzależnienia. Nie mają jednak wewnętrznego lub zewnętrznego pozwolenia na ubranie tej pracy w jakąkolwiek inną formę, poza kontaktem indywidualnym z jedną ze stron związku. Czasem zaś nie mają po prostu warunków, ani możliwości stricte organizacyjnych.
Opcja ta, niewątpliwie bardziej postępowa od poprzedniej, obwarowana jest jednak licznymi ograniczeniami w kontekście potencjalnej efektywności pracy. Poruszając się w obszarze problemów pary, problemów dwojga ludzi, skazani jesteśmy na operowanie informacją podawaną z jednego źródła. Choćby było ono najbardziej uczciwe i otwarte, nie wolno nam zapominać, że „koszula bliższa ciału”, w sytuacji zaś konfliktu, zranienia, złości, żalu, walki, emocji etc. (a w takiej sytuacji znajduje się para) - tendencje do postrzegania „przez pryzmat” rosną.
Pozbawieni jesteśmy także potężnego źródła niezwykle ważnych informacji, uzyskiwanych dzięki możliwości obserwowania pary, dynamiki jej relacji, reakcji, stylów komunikowania itd.
Przeceniamy też chyba nieco zdolność pacjentów (żyjących jakby nie było w związkowym oku cyklonu) do transponowania tego, czego uczą się, a nawet ćwiczą w indywidualnej pracy z nami - na płaszczyznę związku, kontaktu z partnerem. Przypomina mi się w tym miejscu stara, dobra zasada treningu: „zaczynaj trenowanie zmiany w sytuacjach o niskim poziomie ryzyka i w bezpiecznych warunkach” , bo emocje, bo nawyki, bo przekonania - bo wszystko co stare będzie działać podczas stawiania tych pierwszych, nowych kroków.
Nasza para znajduje się niejednokrotnie na takim poziomie wrzenia, że nie ma już niskiego poziomu ryzyka. Wszystko może prowadzić do wyzwolenia lawiny. My jednak możemy stworzyć bezpieczne, a na pewno bezpieczniejsze warunki do tego, by para ta uczyła się mówić inaczej, słuchać inaczej, interpretować inaczej itd.
O ile pracujemy z parą, a nie indywidualnie :-)
Myślę, że w świetle powyższego naturalnym jest, iż pojawia się pytanie o uzasadnienie i sensowność poszukiwania innych form pomocy, w sytuacji gdy konfrontujemy się z poważnym, stałym i głębokim problemem pary, w której jedna albo obie strony pozostają pacjentami placówki lecznictwa odwykowego. Pojawia się pytanie o to, czy możemy i jesteśmy w stanie udzielać parom takiej pomocy, która wykraczałaby poza powszechnie stosowane, zwykle jednorazowe sesje edukacyjno-interwencyjne i w formie swojej zakładała wspólną pracę partnerów z dedykowanym specjalnie do tego zadania terapeutą ? Wreszcie - czy pracę taką moglibyśmy prowadzić w okresie, w którym pacjent uzależniony kontynuuje indywidualną terapię uzależnienia, w czasie, w którym partnerzy ciągle jeszcze muszą „dochodzić do siebie” ?
I jeszcze jedno „wreszcie” - jak zdefiniowalibyśmy wówczas i rozumieli pojęcie „Terapia pary” ?

 

Powrót do spisu wiadomości

O firmie

Ośrodek Leczenia Uzależnień Kliniki Versusmed
jest jedną z nielicznych, prywatnych placówek, prowadzących leczenie alkoholizmu, patologicznego hazardu i lekomanii w sposób profesjonalny i zgodny ze standardami. Kadra Ośrodka posiada państwowe, najwyższe kwalifikacje, uprawniające do leczenia uzależnień. Nasza praca w sposób systematyczny konsultowana jest z superwizorem terapii uzależnień.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ

Aktualności

15.02.2015 Leczenie lekomanii w pigułce Podstawowe informacje na temat terapii uzależnienia od leków. Gdzie i jak leczy się lekomanię ? 

CZYTAJ WIĘCEJ

09.02.2015 Terapia par w ośrodku leczenia alkoholizmu cz.2 Druga część artykułu o wspólnej pracy z parą w ośrodkach leczenia alkoholizmu.

CZYTAJ WIĘCEJ

Kontakt

Zadzwoń lub napisz.
Wiemy czym jest uzależnienie.

tel: 12 281 08 59 lub 505 251 858
e-mail: biuro@versusmed.pl

OK, ukryj informację Ta strona używa plików cookies (więcej informacji)